17.8 C
Kielce
sobota, 21 maja, 2022
17.8 C
Kielce
sobota, 21 maja, 2022

„Wszystkie nasze strachy” to szansa na rozszerzenie empatii, znalezienie zrozumienia w bohaterach tak bardzo podobnych do nas lub do ludzi, których znamy

Warto przeczytać

Tym razem nieco mniej obiektywnie, nieco mniej rzeczowo, lecz zdecydowanie bardziej z serca, bo po „Wszystkich naszych strachach” wiele w nim szufladek musiałam do pierwotnego stopnia ogarnąć, zrobić porządek z harmidrem, jaki w mojej duszy wywołał obraz Łukasza Rondudy. Rzadko wychodzę z kina z tak przeszywającym emocjonalnym wypruciem, z potrzebą spędzenia chwili w ciszy i zamyśleniu, aby to, czego obraz prześwituje mi jeszcze podczas mrugania, a dźwięk nieprzerwanie dudni z tyłu głowy miały szansę dobrze się wchłonąć, jeszcze mocniej stymulując gamę wewnętrznych doznań, jakie zaoferował mi film.

Wybierając się na „Wszystkie nasze strachy” wiedziałam, czego doświadczę, byłam pogodzona z tym, że będzie mi ciężko, w końcu miałam świadomość, ze wiele rzeczy zaboli, z wielu będę zapewne wściekła, lecz koniec końców dostanę to, czego oczekiwałam od samego początku – kinematograficznego majstersztyku. Jak już raczej wiadomo – otrzymałam nawet więcej, niż chciałam. Więcej niż to, na co byłam przygotowana, bowiem Łukasz Ronduda wydusił wydobywający się z głębi mnie krzyk rozpaczy, równocześnie dzięki swojej najnowszej produkcji delikatnie mnie ukoił, obiecał, że jeszcze kiedyś będzie przepięknie, że w Polsce, czy to w małej wsi, czy rozpoznawalnej metropolii wszyscy będziemy zdolni czuć się jak u siebie; nie oszczędził mi jednak momentów białej gorączki, oburzenia na widok ukazanej w kadrze ludzkiej obrzydliwości, mowy nienawiści, zła szerzącego się poprzez manipulacyjne szerzenie tendencyjnych haseł podsuwających równość i tolerancję pod miana narzędzi ideologicznych. Najgłośniejsza premiera tegorocznego Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni jest manifestem miłości i różnorodności ujętym w prostej historii mężczyzny, katolika i geja, który dla swojej lokalnej społeczności, jaka już niejednokrotnie dotkliwie uświadomiła mu, gdzie wśród nich miejsce dla takich jak on, „bezbożników i dewiantów”, nawet po tylu latach cichej, ale i często nieskrywanej pogardy jest w stanie zrobić wszystko, niczym błądząca w syndromie sztokholmskim ofiara wielkiej sprzymierzonej przeciw niemu „rodziny”. I tak jak o „Hiacyncie” mówiłam jako o filmie o LGBT dla widzów spoza tego grona, tak „Wszystkie nasze strachy” to film o nas, lecz co najważniejsze – skierowany wprost do naszych serc. Dopiszcie go więc do listy pozycji obowiązkowych.

Wszystkie nasze strachy
Wszystkie nasze strachy (fot. materiały dystrybutora)

Ronduda zdaje się doskonale rozumieć psychologię tłamszonych, odrzucenie niechcianych, wygodnickie małomiasteczkowe podejście do drwin z inności, jednominutowe współczucie, po czym płynne przejście do ponownego namiętnego spiskowania jedno przeciw drugiemu. Nie oszczędza kleru, rolników, homofobów skrywających się pod płaszczykiem pierwszej kościelnej ławki, nie tyle samych mieszkańców małych miejscowości, co mentalności jaka przemawia za toksycznymi, hipokryzyjnie religijnymi społecznościami, ślepo podążającymi za radami księdza proboszcza, otwarcie nawołującego do nałożenia piętna na „jawnogrzeszników”. Daniel wybitnie sportretowany przez Dawida Ogrodnika nie może się pogodzić z tym stanem rzeczy. Jako głęboko wierzący i praktykujący katolik stara się robić jak najwięcej, aby ludziom wokół niego żyło się dobrze – organizuje miejscowe protesty rolnicze, dzieciaki we wsi go uwielbiają, uczestniczy w spotkaniach tęczowej wspólnoty religijnej, a jego formą odreagowania trudów codzienności jest sztuka. Tworzone przez niego rzeźby i imponujące malowidła zaciekawiają koneserów z samej stolicy, brylują na prestiżowych wystawach. Co mu jednak  z chwilowego rozgłosu, skoro przyszłość chce związać z rodzinnym gospodarstwem, a dusza altruisty nie pozwala mu zrezygnować z tak dobrego kontaktu z lokalną młodzieżą? Daniel mimo to nadal nie może się pogodzić z jednym – jawnym hejtem, raz cichymi podszeptami, kiedy indziej rzucaniem butelkami w ściany ze strony wiernych, broniących parafii przed gejem ekscentrykiem. Co ma robić, kiedy w obliczu niewyobrażalnej miejscowej tragedii odwraca się od niego pół wsi, w tym wciąż próbujący odnaleźć własną seksualną tożsamość ukochany, oskarżając go o propagowanie „ideologii LGBT”, która jest zdolna zabić? Mężczyzna postanawia rozprawić się z uprzedzeniami i ku pamięci najlepszej przyjaciółki organizuje w mieścinie pokutną drogę krzyżową, która już na zawsze wpoić ma w mieszkańców gorzką prawdę, czyje słowa zawiniły, kto w masakrze odegrał największą rolę, kto z „wysłanników Chrystusa” obmywa dłonie z krwi niewinnej dziewczyny. Bo nawet w najbardziej scalonych społecznościach może wzniecić się spirytualna rewolucja.

Wszystkie nasze strachy
Wszystkie nasze strachy (fot. materiały dystrybutora)

W polskim kinie festiwalowym coraz częściej, i to z jak najbardziej pożądanymi efektami, ujawniają się tendencje realizmu, niekiedy i naturalizmu, sprowadzając fabuły do pomniejszych społeczności, omawiając tematy postrzegane za typowo rodzime, codzienność hermetycznych polskich wsi. Podobny motyw przewinął się w końcu w głośnym „Bożym Ciele” Jana Komasy, gdzie również mieliśmy do czynienia z mentalnością żądnych krwawej sprawiedliwości wiernych. „Wszystkie nasze strachy” obrazują jednak historię Daniela w nieco mniej drastycznym świetle, przez całą projekcję utrzymawszy niemal jednakowo niskie i wcale nie podbudzane napięcie, co mimo wszystko nie czyni odbioru nużącym oraz ani przez moment niewartym śledzenia. Sam scenariusz współtworzony przez Rondudę jest kompilacją przedstawionych w jak najbardziej wiarygodnym świetle, ludzkich strachów, polskiej tendencji do generalizowania i odrzucania świadomości istnienia problemu, który tkwi w nas tak głęboko, iż najczęściej zwyczajnie zbyt dobrze już wsiąkł, by można go było bez problemu zdefiniować i dostrzec. To wizja poronionej definicji moralności, wydarzeń, które mimo ogólnokrajowej siły swego oddziaływania bardzo często nie są w stanie zmienić niczego w samym zarzewiu problemu; w końcu to interesująca mieszanka charakterów ani w jednej scenie nie przekoloryzowana czy aktorsko nie przeszarżowana. Ogrodnika po raz kolejny mamy okazję podziwiać w skrajnej, dość powiedzieć odważnej roli, która już w pierwszych ekranowych minutach z jego udziałem obiecuje niesztampowe sportretowanie głównego bohatera, mimo iż skrytego i pokiereszowanego żałobą, niemniej charyzmatycznego i wpieranego przez widza do ostatnich chwil. Daniel w jego wykonaniu to skondensowana postać tysięcy zarówno wciąż zamkniętych w szafie, jak i tych, którzy odważyli się stawić czoła homofobicznemu otoczeniu i brną w nierzadko syzyfową drogę ku odnalezieniu wśród najbliższych akceptacji i wsparcia.

Wszystkie nasze strachy
Wszystkie nasze strachy (fot. materiały dystrybutora)

Największym objawieniem „Wszystkich naszych strachów” nie jest jednak zaskakujące wcielenie Ogrodnika ani genialnie partnerującego mu Oskara Rybaczka, stawiającego pierwsze mocne tąpnięcia na dużym ekranie, a wprost wybitna, bezbłędna drugoplanowa Maria Maj jako honorowa sojuszniczka osób LGBT, która prawdopodobnie ociepliła wnętrze wszystkim, którzy po coming oucie nie otrzymali od bliskich wsparcia takiego, jakim ukochanego wnuka darzy broniąca go własną starczą piersią babka. Sceny konfrontacji kobiety z homofobiczna wulgarnością środowiska to pokaz szczytu aktorskiej dojrzałości i kunszt sam w sobie – artystka zachwyca prostolinijnością, humorem i zdolnością umiejętnego manewrowania ekranowym czasem (każdą chwilę ze swoim udziałem wykorzystuje na dookreślenie swojego charakteru, kreację niezwykle silnej, wyrazistej obrończyni), drobne fizyczne gesty przeważają nad głębią wytyczanego przekazu, wierzę w każde, szczególnie soczyście wypowiadane niecenzuralne słowo otuchy, jakie pada z jej ust na przekór lokalnym zasadom. To prawdziwie bohaterska bohaterka, nieskrępowaniem z jakim akceptuje różnorodność dopiekająca zarówno lokalnej, jak i sprawującej władzę konserwatywnej prawicy, uosabiając, jak łatwiej, jak swobodniej mogłoby wyglądać funkcjonowanie osób LGBT w Polsce, uwzględniając nie tylko papierkowe, ale przede wszystkim społeczne uszanowanie ich wyborów i praw.

Wszystkie nasze strachy
Wszystkie nasze strachy (fot. materiały dystrybutora)

„Wszystkie nasze strachy” to ciągłe, niepozbawione po drodze inteligentnego humoru, częściej jednak momentów trwogi i komparycji do aktualnej sytuacji osób LGBT w naszym kraju, oczekiwanie na skrzętnie podbudowujący napięcie finał, wbijający w fotel, wyciskający łzy, luzujący wszelkie zahamowania by nie krzyknąć: to nie mój kraj, tracę więź z narodem, który niegdyś był mi bliski. Naturalizm twórców trzeba jednak przełknąć, bo to w końcu rzeczywistość tysięcy osób w całej Polsce, objętych już wcale nie niepisanym, a jawnym ostracyzmem. Urokliwe, otoczone mgiełką kadry w rękach Łukasza Gutta, niebanalny scenariusz z boleśnie prawdziwymi, niewymuszonymi dialogami tak intymnie przetransportowanymi na ekran przez świetnie dobraną obsadę (dumnie patrzeć na aż tylu, biorąc pod uwagę, że policzyć można ich na palcach jednej ręki,  wyoutowanych rodzimych aktorów zaangażowanych w tak przełomową produkcję, a w dodatku, tak wybitnie w niej wypadających) to jedynie garstka rzuconych od niechcenia polecajek, dla których warto „Strachy” zobaczyć. Nie oszukujmy się – ostatecznie przyciągną one do kin jedynie okrojone grono widzów, gotowe na wewnętrzną rozwałkę, świadome, światłe, nierzadko osobiście doświadczone odrzuceniem głównych bohaterów. I bardzo dobrze, nie zwracajmy uwagi na tego, kto „Strachów” nie będzie miał ochoty doświadczyć (bo seans ten jestem zwyczajnie zobligowana do skategoryzowania jako wstrząsające, przynoszące ciarki filmowe doświadczenie), a na tych, którym ten film po ludzku pomoże, kogo utwierdzi w przekonaniu, że nie jest ideologią. Bo to w tym celu Ronduda zebrał tę genialną ekipę – bo był przekonany, że swoim wybitnym planem wcielonym w życie niejednemu i niejednej pomoże. Tak też się stało, w wielkim stylu, z nutą refleksji, zdjęciami, z których każde nadawałoby się na widok z pocztówki, z muzyką idealnie komponującą się z delikatnością, subtelnością fabularnego tempa, na końcu z pięknym, za pięknym, obecnie nierealnym, lecz zwiastującym lepszą przyszłość przekazem nadziei w to, że jeszcze będzie przepięknie. „Wszystkie nasze strachy” to szansa na rozszerzenie empatii, znalezienie zrozumienia w bohaterach tak bardzo podobnych do nas lub do ludzi, których znamy, na zaznanie (wreszcie!) wartego zapamiętania dzieła polskich filmowców. Dzieła miary światowej. Które zasługuje na każde wyróżnienie, jakie jeszcze dostanie. Bo z pewnością tak się stanie jeszcze nie jeden raz.

Wszystkie nasze strachy
Wszystkie nasze strachy (fot. materiały dystrybutora)

Oberek lepszy niż karnet na fitness – wywiad z Anną Pęczalską

Moim marzeniem jest aby taniec ludowy był popularny tak jak teraz nowoczesny. Aby nikt się go nie wstydził. I żeby zarazić tym tańcem troszkę mocniej Kielce – podkreśla Anna Pęczalska*, nowa koordynatorka Zespołu Pieśni i...

„Wszystkie nasze strachy” to szansa na rozszerzenie empatii, znalezienie zrozumienia w bohaterach tak bardzo podobnych do nas lub do ludzi, których znamy

Tym razem nieco mniej obiektywnie, nieco mniej rzeczowo, lecz zdecydowanie bardziej z serca, bo po „Wszystkich naszych strachach” wiele w nim szufladek musiałam do pierwotnego stopnia ogarnąć, zrobić porządek z harmidrem, jaki w mojej...

8 książek na pożegnanie z jesienią

Alert dla wszystkich jesieniar i jesieniarzy, którzy ze szturmem nadciągającym chłodem zimy wciąż jeszcze nie mogą się pogodzić: czas chować cienkie szaliki i przewiewne płaszcze głęboko na dno szafy na następny sezon, a do...

Nie jestem głupią lesbą i nie idę po Wasze dzieci. Ludzie, dajcie nam żyć!

Nie jestem zboczeńcem i głupią lesbą. Jestem LGBT i jestem tu, wśród was, obok, za ścianą. Po co mi ta walka? Żebyście zrozumieli, że jestem taka sama jak Wy i dali mi te sama...

Kielce coraz bardziej otwarte na wege. Dlaczego warto i które lokale w mieście serwują taką kuchnię?

Gdy 13 lat temu podjąłem decyzję o weganizmie, spotkałem się z komentarzami, że taka dieta jest zbyt skrajna. Tymczasem ja cały czas czuje się świetnie. Kiedy zrobiłem badania, były do tego stopnia wzorcowe, że...

Tanecznym krokiem po trzydziestce. Rewanż 30 plus dobrze się bawi i wygrywa mistrzostwa świata

Są dla siebie jak rodzina. Choć każdy ma własne życie to łączy ich pasja do tańca i wielka przyjaźń. Tancerze z kieleckiej grupy Rewanż 30 plus są Mistrzami Świata w swojej kategorii wiekowej Wszystko zaczęło...

Popularne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najnowsze

Czego chcę Państwu życzyć, ale…

Na te Święta, od Wigilii przez Sylwestra, Trzech Króli i znów Wigilię i Święta (prawosławnych) i na cały Nowy 2022 Rok, życzę Państwu Byśmy się doczekali, by rządzący, zamiast brania sobie do serca sondażowych słupków,...

… i jak tu nie zgadzać się z Niezłomnym? ale…

13. grudnia, w czterdziestą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, miało miejsce wiele uroczystości o charakterze lokalnym i ogólnopolskim. Najważniejsze państwowe uroczystości odbywały się w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Byli na niej...

W WDK rusza X Ogólnopolski Konkurs Kolęd, Pastorałek i Piosenek Świątecznych „Kolęda płynie z wysokości”.

Wojewódzki Dom Kultury w Kielcach zaprasza do udziału w X Ogólnopolskim Konkursie Kolęd, Pastorałek i Piosenek Świątecznych „Kolęda płynie z wysokości”. Zgłoszenia przyjmowane są do 4 stycznia 2022 r. Przesłuchania konkursowe odbędą się w sali widowiskowej WDK w Kielcach  w...

Najnowsze

Używamy plików cookie do personalizowania treści i reklam, udostępniania funkcji mediów społecznościowych i analizowania naszego ruchu. Udostępniamy również informacje o korzystaniu z naszej witryny naszym partnerom w mediach społecznościowych, reklamie i analizie. View more
Akceptuje